poniedziałek, 8 lutego 2016

Jak kupować w second handach

Jakiś czas temu miałem okazję brać udział w warsztatach rozwojowych. Dyskutowaliśmy o tym jak się zmienić, po co to robić i czy w ogóle zachodzi taka potrzeba, po co nam rozwój własnej osoby. Podstawą zmiany narysowanej schematycznie w postaci trójkąta okazała się wiedza na temat danej dziedziny, dalej były umiejętności i zdobyte w konkretnej kwestii doświadczenie, ale na samym szczycie królowały chęci. Po co o tym piszę? Ano właśnie...
Wiele znajomych mi osób odpowiedź, że ten cudowny kaszmirowy szalik mam z używanego, komentuje, że ja to mam szczęście. Im się nie chce, nie potrafią tak chodzić i szukać lub po prostu nie lubią szperać w cudzych szmatkach - wolą pachnące kartonem egzemplarze z metką w kilku językach. Ale każdy, dosłownie każdy mówi, że muszę kiedyś zabrać go/ją na tak zwany Tour de Lump, czyli wycieczkę po miejscowych źródełkach mojego zachwycającego wyglądu. Taa... zawsze się wtedy mieszam, nie tylko dlatego, że komplementy są niespodzianką, ale przede wszystkim dlatego, że ja po prostu nie potrafię wyszukiwać rzeczy dla innych. Jestem lumpeksowym egoistą i mając szansę upolowania czegoś za złotówkę, mam przed oczami wyłącznie sylwetkę własnej osoby. Jestem sępem, łowcą okazji, dla którego liczę się tylko ja. Czas spojrzeć prawdzie w oczy: nie znajdę dla was czegoś ekstra, z góry wybaczcie, ale za to mogę podzielić się z Wami wskazówkami jak to robię, że mi wychodzi.

KROK PIERWSZY: Umiejętne robienie zakupów w second handach to sztuka jak każda inna. Nie trzeba być Einsteinem, żeby wydać pięć złotych na byle zimową kurtkę. Einsteinem trzeba być, żeby te pięć złotych wydać w taki sposób, by czuć się jak po wyjściu z markowego sklepu dla pięknych pań w futrach. Nie kupuję byle czego - to już wiecie; nie kupuję też dlatego, że nie mam innego wyboru. Ubieramy się w końcu tak jak chcemy, a nie dlatego, że jesteśmy na coś skazani. To, co mamy w szafie to jakby nie patrzeć nasz wybór. Żeby być z niego w pełni zadowolonym, należy najpierw dobrze poznać siebie a zaraz potem swoje otoczenie.
Pochodzę z małego miasta, więc nie trudno było ogarnąć wszystkie pobliskie lumpeksy i wyrobić sobie o nich zdanie. Niewielki research i już wiem, gdzie szanse na dobry ciuch są wysokie, a gdzie zerowe. Sprzyjam szczęściu wybierając tylko te wielokrotnie sprawdzone. Czasami używane sieciówki mogą okazać się mniej obfite w zdobycze niż ciasne kliteczki z towarem vintage, ale to polecam przetestować samemu! Każdy ma swój gust a sklepy z towarem z drugiej ręki są zarówno nowoczesne, jak i staromodne czy choćby azjatyckie. Wiedza na temat sklepów, do których macie dostęp, pozwoli Wam dobrze dysponować czasem, bo przecież nikt nie lubi chodzić bez efektu cały dzień.

KROK DRUGI: Gdy już posiądziecie wiedzę na temat lokalnych używanych, musicie wyrobić w sobie nawyk częstego ich odwiedzania. Oczywiście pójście raz od wielkiego dzwonu zwiększa szansę na ciekawe rzeczy (tzw. szczęście żółtodzioba), ale to regularne przeszperki sprawiają, że wiecie co gdzie i jak. Każdy ma swoją taktykę, ja stawiam na zakupy przynajmniej raz w tygodniu. Zawsze też wchodzę do 4-5 sklepów znajdujących się w swojej okolicy, czym zwiększam szansę na sukces. Biorę wygodne buty, coś do picia i szybką przekąskę, bo nie ma nic bardziej zniechęcającego niż burczący w przymierzalni brzuch. Dodatkowo torba na ramię albo plecaczek, by łatwiej się nosiło to, co już wpadło w wasze rączki. Wybieram godziny poranne, bo gdy promocja smaczna, to kto pierwszy ten lepszy. Całe szczęście, że nie jestem kobietą i na moim dziale znajduję zdecydowanie więcej miejsca. Ale nie zawsze jest super komfortowo - jednak do tego trzeba przywyknąć. Ludzie odkładają dla siebie mnóstwo rzeczy, ale wiecie, z reguły 80% towaru wraca z powrotem na swoje miejsce, bo z rozmiarami to taka randka w ciemno. Nie wstydźcie się podpatrywać, co inni sobie wyszperali. Może się okazać, że nie pasuje idealnie i wtedy Wasza kolej na przymiarki. Nie ma też nic żenującego w zapytaniu się konkretnej osoby, czy jak coś, co ma, nie będzie na nią/niego pasowało, to czy może Wam to przekazać. Stawiajcie też na ryzykanckie zagrywki - nie rezygnujcie z czegoś fajnego, bo do Was nie pasuje. Od czego są zasłonki w przymierzalniach! Im bardziej szalony zestaw, tym humor lepszy, bo to jak zabawa w przebierańców. Obowiązkowo selfie do kolekcji!

KROK TRZECI: Nie wygra ten, który robi coś na siłę. Musicie polubić fakt, że grzebiecie z ubraniach z drugiej ręki i się tego zupełnie nie wstydzić. Nie ma zresztą czego! Ja to traktuję jak hobby, a to oznacza, że czerpię z tego nieporównywalną przyjemność. Jeśli z góry zakładasz, że to męczące i w ogóle strata czasu, to odpuść sobie na wstępie. Wytrwałość i cierpliwość to klucz do sukcesu. Nie zbudujecie sobie szafy jedną wizytą w lumpie. To wybieranie pojedynczych elementów pozwoli Wam po czasie cieszyć się dobrze skomponowaną garderobą. Jak puzzel do puzzla tworzy kompletną układankę. Złota rada!

Jednak butki z odzieżą używaną to przede wszystkim loteria. Nigdy nie wiesz na co trafisz, więc same umiejętności i wytrwałość niestety nie wystarczą. Aby wyjść z niepowtarzanym fantem w ręku, trzeba mieć też farta - być w odpowiednim miejscu, o odpowiednim czasie. Czasami można zdobyć prawdziwe skarby, ale przez większość razów mogą to być raczej rzeczy zupełnie podstawowe (które oczywiście świetnie uzupełniają szafę), coś dla domu albo w ogóle nic. Ale warto! Ubrać się dobrze i oryginalnie to dla mnie najlepsza nagroda za te wszystkie wychodzone kilometry i noszone do przymierzalni kilogramy. Polecam, nie namawiam!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz