piątek, 22 stycznia 2016

Kween of Disaster

Mam duszę artysty - to niezaprzeczalnie przyzna każdy, kto mnie zna. W moim umyśle i w moich rękach drzemie potencjał tak olbrzymi, że czasami aż sam nie nadążam. Uwielbiam prace ręczne; jestem z tych praktycznych, co wolą rozwiązywać problem niż uczyć się na pamięć kolejnych zdań instrukcji obsługi żelazka. Czerpię z tego ogromną radość. Jednak o ile w dziedzinach plastycznych czy cukierniczych czuję się jak w ulubionej parze dzinsów, to po eksperymentowaniu z igłą i nitką, i z nożyczkami nieraz też, nie zawsze było się czym pochwalić. Pamiętam dobrze przerabiane koszulki, tank topy, swetry czy nawet bawełniane tenisówki. Pomysł naturalnie za każdym razem był świetny, baaa nowatorski, wręcz powiewał geniuszem. I za każdym razem ku mojemu zdziwieniu trzeba było tę tchniętą nowym życiem rzecz schować przed mamą gdzieś głęboko na czas na tyle długi, by zapomniała ona o tym, że kiedy jakiś taki beżowy sweterek uśmiechał się z wnętrza mojej szafy. A potem.. a potem spakować ten niewypalony eksperyment do reklamówki i potajemnie wrzucić do kontenera na odzież dla najuboższych. Projektantem mody chyba nie zostanę, nie liczcie na to w tym stuleciu. Moje szkice odzwierciedlają najwidoczniej zupełnie inną epokę. Ale wszystko poszło w niepamięć, gdy zobaczyłem gdzieś w necie zdjęcie chłopaka ubranego na czarno, od stóp do głów z wyjątkiem przepięknej, oversize'owej kamizelki z denimu w wyróżniającym się trawionym kolorze. Ciuszek marzenie. Tak sobie wtedy pomyślałem, pamiętam. Więc od tamtej pory, dniem i nocą z każdą moją wizytą w lumpie miałem w głowie wypisane tłustym drukiem jak lista zakupów: dżinsowa katana. Założyłem z góry, że męskich kamizelek nie uraczę nigdzie, stąd zadecydowałem, że wybór czy przymus, trzeba będzie odciąć rękawy. Przeróbka niby kosmetyczna, ale z moim talentem do psucia ubrań i tak ryzykowna. Po kilku tygodniach poszukiwań w końcu się udało. Za dosłownie siedem złotych stałem się właścicielem świetnej kurteczki DKNY w pożądanym przeze mnie rozmiarze i kolorze. Wystarczył jeden ruch ostrzy, by poczuć, że chyba po raz pierwszy w życiu coś mi się uda!




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz