Szperanie w lumpeksach to nie tylko moje hobby. Traktuję to jako sposób na nudę, powód do wygramolenia się o poranku spod pierzynki i mój indywidualny program fitness. To miłość prawdziwa choć nie bezkrytyczna. Oprócz czystej przyjemności jaką daje mi wygrzebanie modowej perełki, czas spędzony w przybytkach taniości może okazać się chwilami irytacji, zawodu a nawet polem walki na śmierć i życie. Wcale nie jest tak słodko jak wszystkim widzącym moje łupy się wydaję. Na każdy och! i ach! pracuję już od dobrych kilku lat. Nie zawsze był to czas, który wspominam z rozkoszą. Bywało krucho, bywało i ciężko. Praca jak każda inna, więc i tu zdarzają się porażki. Piszę praca i pewnie część z was prychnie, myśląc bosz, rzeczywiście hardo tyrasz. O nie, nie! To moje zajęcie wypełniające kreatywną pustkę dnia codziennego. Jestem swoim personalnym stylistą, doradcą wizerunkowym, kostiumografem, shopperem. Zajęcie na pełny etat. Słowem - sam sobie jestem Mają Sablewską. Wiecie, tnę koszty na każdym froncie ;) Elastyczne godziny pracy i wynagrodzenie będące marzeniem każdego zakupoholika - szafa pęka w szwach! A ja chodzę i chudnę. Równowaga we wszechświecie zachowana. O premii w postaci kolekcjonowanych komplementów wspominać nie będę, zachowam choć szczyptę skromności. Ale dzisiaj miało być o minusach, które z perspektywy lat udało mi się zebrać. Rozpocznijmy zatem stylowe odliczanie czyli mój subiektywny ranking najgorszych rzeczy, które mają miejsce w rzeczywistości z drugiej ręki.
Miejsce piąte - kosze z ciuchami do grzebania
Nie cierpię wielkich kontenerów ze szmatami wysypanymi jak ze śmieciary. Tego grzebania jak w fekaliach jakiejś importowanej z Wysp Brytyjskich bieliźniarki. Kosze mnie odstraszają. Wolę wieszaki, bo wieszaki to porządek. Przynajmniej jakaś jego forma. Ramiona bolą od przesuwania tych wiszących wyżej, ale żeby być pięknym trzeba pocierpieć. Nie ma lekko. Unikam sklepów, w których widzę wyłącznie te stojące na nieprzesuwalnych nóżkach drewniane lub metalowe kosze. Kosz to może być na śmieci albo na brudną bieliznę. Ja tu przychodzę z misją jak od samego papieża. Trochę szacunku!
Miejsce czwarte - kurz i zapach taniego proszku do prania
Dla alergika nie ma większej katuszy niż wejście do sklepu, który już od wejścia wita powalającym zapachem proszku do prania marki CocoJumbo. Czasami ten zapach jest tak intensywny, że nie da się wytrzymać i wbrew sobie wychodzę. Ale tani proszek to jedno, a zakurzone podłogi i ciuchy to drugie. Znacie na pewno takie rodzaje lupmeksów, w których nie funkcjonuje system sprzedaży tygodniowej. Są to zazwyczaj jakieś hale albo zapyziałe kliteczki. Bywa tak i siak. Składowane tygodniami a nawet miesiącami rzeczy osiadają kurzem a jeśli w dodatku w oknach wiszą firanki to czas pisać testament. Pył, kurz i roztocze goszczą się tam jak angielskie gwiazdy w talk show Grahama Nortona. A-a! Łukasz mówi sayonara, bitches!
Dla alergika nie ma większej katuszy niż wejście do sklepu, który już od wejścia wita powalającym zapachem proszku do prania marki CocoJumbo. Czasami ten zapach jest tak intensywny, że nie da się wytrzymać i wbrew sobie wychodzę. Ale tani proszek to jedno, a zakurzone podłogi i ciuchy to drugie. Znacie na pewno takie rodzaje lupmeksów, w których nie funkcjonuje system sprzedaży tygodniowej. Są to zazwyczaj jakieś hale albo zapyziałe kliteczki. Bywa tak i siak. Składowane tygodniami a nawet miesiącami rzeczy osiadają kurzem a jeśli w dodatku w oknach wiszą firanki to czas pisać testament. Pył, kurz i roztocze goszczą się tam jak angielskie gwiazdy w talk show Grahama Nortona. A-a! Łukasz mówi sayonara, bitches!
Miejsce trzecie - dni dla bogatych czyli 60 zł/kg
Wyprawa na ciuszki zazwyczaj jest dobrze przeze mnie zaplanowaną wycieczką. Jednak lubię szukać nowych miejsc, nowych źródełek. Czasami trafia się na naprawdę ciekawe sklepy i tym sposobem poszerza swoją second-handową mapkę rogów obfitości. Jednak nowe kąty mogą okazać się bolesne bardziej niż hemoroidy. Opis sytuacji: wchodzę, patrzę, już pazurki piłuję aż tu nagle katastrofa. Nie dość, że towar na wagę, to jeszcze cena za kilogram kosmiczna. Tak się bawić nie będziemy (pobite gary! ha-ha-ha). Nie po to przebieram w rzeczach już noszonych, żeby zapłacić za nie tyle samo lub nawet więcej niż ich pierwotny właściciel.
Miejsce drugie - kobiety grzebiące w dziale męskim
O, tego to po prostu nie wytrzymuję nigdy. Jak widzę jakąś przedstawicielkę płci żeńskiej szperającej w towarze, który wystawiony jest dla mnie, wpadam w szał. Po głowie chodzą mi różne szpilki, ale z ich wbijaniem w ludzi się wstrzymuję. Raczej widowisko wzdycham i się rozpycham. Za nic nie dam przejrzeć towaru przede mną jakiejś typiarze. To mój dział, uszanuj to siostro. I zmykaj czym prędzej na damskie ciuszki, bo jak ja ci zacznę przebierać, to skończysz z płaczem.
O, tego to po prostu nie wytrzymuję nigdy. Jak widzę jakąś przedstawicielkę płci żeńskiej szperającej w towarze, który wystawiony jest dla mnie, wpadam w szał. Po głowie chodzą mi różne szpilki, ale z ich wbijaniem w ludzi się wstrzymuję. Raczej widowisko wzdycham i się rozpycham. Za nic nie dam przejrzeć towaru przede mną jakiejś typiarze. To mój dział, uszanuj to siostro. I zmykaj czym prędzej na damskie ciuszki, bo jak ja ci zacznę przebierać, to skończysz z płaczem.
Miejsce pierwsze - gdy widzę cudo ale rozmiar się nie zgadza
Nie ma sytuacji łamiącej serce bardziej niż widok żegnających się ze mną wieszaków z pysznościami tak pysznymi, że wytrzepię sakiewkę porządnie w poszukiwania dosłownie ostatniego grosza. Tyle, że one do mnie nie chcą. Ze mną nie chcą. Zapraszam, drzwi szafy dla was są otwarte, szepczę do nich. A one, że nie, że są dla ludzi w rozmiarze XL albo o stopie pół centymetra krótszej. Najgorzej... Wtedy nawet lodzik nie pomoże, nawet trzy wielkie gały. Koniec. Paryż płonie, płonie i moje serduszko. Popiół i diament zamiast kolejnej czarnej perły.
Życie to ciężki kawałek chleba, ale każdy orze jak może. Trzeba sobie w końcu jakoś radzić. Pokonajcie ból i zniechęcenie po porażkach i oszukujcie razem ze mną w tym świecie, w którym ponoć bez metki nie ma podnietki.
No to baaaaaaj!
Życie to ciężki kawałek chleba, ale każdy orze jak może. Trzeba sobie w końcu jakoś radzić. Pokonajcie ból i zniechęcenie po porażkach i oszukujcie razem ze mną w tym świecie, w którym ponoć bez metki nie ma podnietki.
No to baaaaaaj!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz